TSR

TSR w konflikcie – zanim rozbijesz talerz

Data

Autor

„Lepiej zapytać, niż rzucać.”

Konflikt to nie dramat od razu. To bardziej jak przegrzany garnek. Najpierw coś się przypala, ale nikt nie podchodzi, bo „może przejdzie”. Potem pojawia się zapach. Potem ktoś podnosi głos. A potem już nie gotujemy, tylko wyrzucamy.

TSR to sztuka zdejmowania z ognia zanim się przypali.

Nie przez ignorowanie, ale przez wsłuchiwanie się w to, co jeszcze sygnałem, a nie eksplozją.

Zamiast: „Kto zaczął?”, pytamy: „Kiedy ostatni raz coś między wami zadziałało?”

Zamiast: „Co cię wkurza?”, pytamy: „Co mogłoby się zmienić o 5%, żeby było lżej?”

Bo nie trzeba od razu remontować całej kuchni. Czasem wystarczy przestawić czajnik. Byłam świadkiem konfliktu między starszą kierowniczką i młodą specjalistką. Wszyscy mówili: „one się nie dogadają, za różne charaktery”. A jednak – w rozmowie TSR wyszło, że jedna broniła zespołu, a druga walczyła z chaosem. Mówiły różnymi językami, ale cel miały wspólny. To nie był konflikt. To był brak wspólnego słownika. TSR pomogło ten słownik stworzyć. Konflikt to nie porażka. To zaproszenie do zmiany rytmu. Do zatrzymania się. Do powiedzenia: „Już nie chcę walczyć. Chcę zrozumieć.” I wtedy można zapytać: „Co jest między nami żywe, choć nienazwane?” Może lęk. Może potrzeba uznania. Może zwykłe „przepraszam”. Ale żeby to odkryć, trzeba zejść z tonu. Zrezygnować z wygranej na rzecz relacji.

Udostępnij ten wpis: