„Dobre pytanie to nie gaśnica. To mapa wyjścia ewakuacyjnego.”
Większość firm, które znam, to nie idealne maszyny. To bardziej coś jak otwarta kuchnia po lunchu: trochę bałaganu, trochę resztek, ktoś krzyczy, ktoś coś przypala, ale jakoś to działa. I to jest okej. Bo życie w firmie to nie Excel. To ludzie, emocje, historia, zmęczenie, kawa za mocna i deadline za blisko. A jednak liderzy często próbują robić z tego laboratorium – sterylne, przewidywalne, pełne danych.
A kiedy coś się sypie?
Wchodzą w tryb: „napraw to szybko”, „zrób audyt”, „znajdź winnego”.
TSR mówi coś zupełnie innego.
Mówi: „Usiądź. Zobacz, co jeszcze nie płonie. I zacznij od tego.”
Bo może w tym chaosie wciąż jest jeden pracownik, który wita ludzi z uśmiechem. Może jest klient, który mimo problemów wraca. Może jest jakaś procedura, która choć nieidealna – daje ludziom poczucie bezpieczeństwa. I właśnie od tego można zacząć. Nie od kryzysowego sztabu. Od tego, co działa. To trochę jak z gotowaniem. Masz trzy składniki, reszta się skończyła. Albo się wściekasz, że nie możesz zrobić lasagne. Albo robisz zupę z tego, co masz – i odkrywasz, że da się żyć bez parmezanu. TSR nie jest o idealnych warunkach. Jest o szukaniu wartości w tym, co jest. Nawet jeśli to tylko suchy chleb i pół marchewki.
Jeden z zespołów, z którymi pracowałam, był wypalony na wiór. Szefowa powiedziała:
„Mam wrażenie, że jestem pielęgniarką oddziału intensywnej terapii. Ciągle coś podtrzymuję przy życiu.”
I właśnie wtedy zadałam to jedno pytanie:
„Co mimo wszystko działa?”
Cisza. Potem ktoś powiedział: „Kiedy mamy spotkania na stojąco, jakoś sprawniej się dogadujemy.” Ktoś inny: „Wspólne śniadania. Wtedy nie jesteśmy tylko ‚funkcjami’.” I to wystarczyło. Żeby przestać gasić. I zacząć wzmacniać. Nie chodzi o to, żeby zamieść problemy pod dywan.
Chodzi o to, żeby nie robić z nich dywanu, po którym wszyscy muszą chodzić codziennie. Warto zapytać: co jest tym jednym metrem kwadratowym porządku w naszym bałaganie? Bo tam kryje się przyszłość. Tam jest fundament. Może mikroskopijny, ale wystarczający, żeby się oprzeć i ruszyć.
