TSR

TSR – czyli nie musisz gasić wszystkich pożarów naraz!

Data

Autor

„Dobre pytanie to nie gaśnica. To mapa wyjścia ewakuacyjnego.”

Większość firm, które znam, to nie idealne maszyny. To bardziej coś jak otwarta kuchnia po lunchu: trochę bałaganu, trochę resztek, ktoś krzyczy, ktoś coś przypala, ale jakoś to działa. I to jest okej. Bo życie w firmie to nie Excel. To ludzie, emocje, historia, zmęczenie, kawa za mocna i deadline za blisko. A jednak liderzy często próbują robić z tego laboratorium – sterylne, przewidywalne, pełne danych.

A kiedy coś się sypie?
Wchodzą w tryb: „napraw to szybko”, „zrób audyt”, „znajdź winnego”.

TSR mówi coś zupełnie innego.


Mówi: „Usiądź. Zobacz, co jeszcze nie płonie. I zacznij od tego.”

Bo może w tym chaosie wciąż jest jeden pracownik, który wita ludzi z uśmiechem. Może jest klient, który mimo problemów wraca. Może jest jakaś procedura, która choć nieidealna – daje ludziom poczucie bezpieczeństwa. I właśnie od tego można zacząć. Nie od kryzysowego sztabu. Od tego, co działa. To trochę jak z gotowaniem. Masz trzy składniki, reszta się skończyła. Albo się wściekasz, że nie możesz zrobić lasagne. Albo robisz zupę z tego, co masz – i odkrywasz, że da się żyć bez parmezanu. TSR nie jest o idealnych warunkach. Jest o szukaniu wartości w tym, co jest. Nawet jeśli to tylko suchy chleb i pół marchewki.

Jeden z zespołów, z którymi pracowałam, był wypalony na wiór. Szefowa powiedziała:

„Mam wrażenie, że jestem pielęgniarką oddziału intensywnej terapii. Ciągle coś podtrzymuję przy życiu.”

I właśnie wtedy zadałam to jedno pytanie:

„Co mimo wszystko działa?”

Cisza. Potem ktoś powiedział: „Kiedy mamy spotkania na stojąco, jakoś sprawniej się dogadujemy.” Ktoś inny: „Wspólne śniadania. Wtedy nie jesteśmy tylko ‚funkcjami’.” I to wystarczyło. Żeby przestać gasić. I zacząć wzmacniać. Nie chodzi o to, żeby zamieść problemy pod dywan.


Chodzi o to, żeby nie robić z nich dywanu, po którym wszyscy muszą chodzić codziennie. Warto zapytać: co jest tym jednym metrem kwadratowym porządku w naszym bałaganie? Bo tam kryje się przyszłość. Tam jest fundament. Może mikroskopijny, ale wystarczający, żeby się oprzeć i ruszyć.

Udostępnij ten wpis: